top of page
  • Grey Instagram Icon
  • Grey Facebook Icon
  • Grey Pinterest Icon
Szukaj

Odyseja. Podróż Wojownika, który wraca do Domu

Obejrzałam ostatnio Odyseję.

Słyszałam różne opinie na temat tego filmu. Są nawet osoby, które mówiły  „Ale rzeź.”

A ja pomyślałam: „To jest historia o powrocie do Domu.”



I chyba właśnie dlatego ta opowieść tak bardzo mnie poruszyła.

Bo im dłużej o niej myślę, tym bardziej widzę, że Odyseja nie jest tylko

historią jednego człowieka, który próbuje wrócić do swojej ojczyzny.

Jest opowieścią o nas, o każdym z nas.


O każdym człowieku, który pewnego dnia wyrusza w swoją własną podróż

i nawet nie wie, jak bardzo zmieni się po drodze.


Odyseja Homera jest jedną z pierwszych wielkich opowieści o powrocie do Siebie.

Odyseusz chce wrócić do Itaki. Ale im dłużej trwa jego podróż, tym bardziej widać,

że Itaka jest czymś więcej niż miejscem na mapie.


To symbol: domu, własnej tożsamości, bezpieczeństwa, ludzi, których kochamy,

życia, do którego chcemy wrócić po tym, jak świat nas poranił.

I dlatego ta historia jest tak uniwersalna.

Można przegrać, stracić, pogubić się, zostać rozbitkiem, a mimo wszystko szukać swojej Itaki.


Każdy z nas jest Odyseuszem

Odyseusz wyrusza w drogę, spotyka ludzi, których wcześniej nie znał, doświadcza pokus, popełnia błędy, walczy z potworami i mierzy się z konsekwencjami własnych decyzji.

Z czasem traci kolejnych ludzi, swój statek i poczucie kontroli nad tym, co się wydarzy.

Czy nie przypomina to trochę naszego życia?


Każdy z nas ma swoje morze, swoje burze i swoje miejsca,

w których nagle przestaje działać wszystko, co do tej pory dawało poczucie bezpieczeństwa.

Czasami są nimi relacje, utrata, kryzys, choroba, rozwód, śmierć bliskiej osoby

albo doświadczenie, którego nigdy nie chcieliśmy przeżyć.


W takich chwilach bardzo często próbujemy jeszcze mocniej kontrolować rzeczywistość. Szukamy odpowiedzi, winnych, strategii i sposobów, dzięki którym moglibyśmy sprawić,

aby morze wreszcie się uspokoiło.


A może życie nie wymaga od nas tego, abyśmy nauczyli się kontrolować morze?

Może wymaga od nas czegoś znacznie trudniejszego?


Abyśmy nauczyli się pozostawać sobą wtedy, kiedy morze przestaje być spokojne.


Co mnie w tym wątku porusza bardzo?

Odyseusz wyrusza jako wojownik.

A wraca jako człowiek, który stracił niemal wszystko, czego był pewien.

Po drodze zostają mu odebrane: ludzie, których kochał, poczucie kontroli,

bezpieczeństwo, własny status.


Kiedy wreszcie dociera do Itaki, nie może po prostu wejść do pałacu i powiedzieć: „wróciłem”.

Musi się ukryć, obserwować, sprawdzić ludzi.

Musi odzyskać swoje miejsce.


Czyli paradoksalnie:

żeby wrócić do Domu, musi najpierw odnaleźć Siebie.


I to dla mnie potężne jest potężne.





Koń Trojański. Nie wszystko, co wygląda jak dar, jest tym, czego potrzebujemy


Jest w tej historii symbol, który warto zobaczyć szerzej.

Jest nim Koń Trojański.

To dla mnie jedna z najciekawszych metafor tego, jak funkcjonujemy w życiu.


Koń Trojański nie przychodzi przecież jako zagrożenie.

Przychodzi jako coś pięknego, wartościowego i pożądanego.

Jest prezentem, któremu chcemy zaufać.

I właśnie dlatego sami wprowadzamy go do swojego miasta.


Podobnie może być w naszym życiu.

Czasami wpuszczamy do niego człowieka, relację, przekonanie, obietnicę albo sposób myślenia, ponieważ w danym momencie wydaje nam się, że przynosi nam coś dobrego.


Potrzebujemy miłości, bezpieczeństwa, odpowiedzi, akceptacji albo nadziei

i dlatego nie zawsze potrafimy zobaczyć, co jeszcze przychodzi razem z tym,

czego tak bardzo pragniemy.


Naszym Koniem Trojańskim może być przekonanie:

„Muszę zasłużyć na miłość.”

Albo:

„Jeżeli będę wystarczająco dobrą osobą, życie mnie nie zrani.”


Może nim być potrzeba kontrolowania wszystkiego, lęk przed odrzuceniem, uzależnianie własnej wartości od opinii innych albo przekonanie, że ktoś powinien zachowywać

się w określony sposób, abyśmy mogli czuć się bezpiecznie.


Czasami Koniem Trojańskim jest również relacja.

Nie dlatego, że druga osoba musi być zła.

Być może właśnie dlatego, że spotkanie z nią uruchamia w nas coś,

czego wcześniej nie chcieliśmy albo nie potrafiliśmy zobaczyć.


I wtedy pojawia się pytanie:

Czy to, co właśnie wpuszczam do swojego życia, naprawdę prowadzi mnie do SIEBIE?

Czy może dotyka miejsca, które rozpaczliwie chce zostać zauważone?


Bo być może największym pytaniem nie jest wcale:

„Kogo powinienem pokonać?”

Tylko:

„Co sam wpuściłem/łam do swojego wewnętrznego miasta

i czy nadal chcę, żeby tam mieszkało?”


Tu rodzą się dalsze moje pytania:

Komu mogę zaufać? Czy potrafię zaufać sobie?

Kogo wpuszczam do swojego świata?

Czy to, co wygląda jak ratunek, rzeczywiście nim jest?

Czy potrafię rozpoznać zagrożenie, zanim znajdzie się we mnie?



Cyklop, czyli potwór, którego widzimy na zewnątrz


W Odysei pojawiają się potwory, ale można zobaczyć w nich również nasze własne lęki.

Cyklop może być tym, czego boimy się najbardziej.

Może symbolizować człowieka, który nas zranił,

sytuację, nad którą straciliśmy kontrolę,

albo część nas samych, której nie chcemy oglądać.


Kiedy jesteśmy w środku trudnego doświadczenia, bardzo łatwo uwierzyć,

że potwór znajduje się na zewnątrz.


Dopiero z czasem możemy odkryć, że spotkanie z nim pokazało nam coś,

czego wcześniej o sobie nie wiedzieliśmy.


I właśnie wtedy zaczyna się prawdziwa zmiana.

Nie wtedy, kiedy pokonujemy drugiego człowieka.

Tylko wtedy, kiedy zaczynamy rozumieć, co jego obecność uruchomiła w nas.



Syreny, Kalipso i wszystko, co odciąga nas od własnej drogi


Każdy z nas ma również swoje Syreny.

Są nimi rzeczy, które brzmią pięknie, ale mogą sprawić, że zapomnimy,

dokąd właściwie płyniemy.

Czasami jest to potrzeba uznania albo pragnienie, aby ktoś nas wybrał.

Czasami życie, które wygląda pięknie z zewnątrz,

ale coraz bardziej oddala nas od samych siebie.


Możemy także zatrzymać się na swojej własnej wyspie Kalipso.

Możemy znaleźć miejsce, w którym jest wygodnie, bezpiecznie i przyjemnie,

a mimo to gdzieś głęboko czujemy, że nie jest to nasz Dom.


Bo powrót do siebie często wymaga odwagi, aby powiedzieć:

„To może być dobre, ale to nie jest moje.”



A kiedy zostaje tylko tratwa?


Najbardziej porusza mnie jednak moment, w którym Odyseusz traci wszystko,

na czym wcześniej polegał.

Nie ma już statku, nie ma też załogi, ani dawnej strategii.

Jest tylko on i ocean.


I może właśnie tutaj zaczyna się najważniejsza część podróży.

Bo kiedy przestajemy mieć wpływ na wszystko,

możemy wreszcie odkryć, na co naprawdę mamy wpływ.


Nie możemy kontrolować morza.

Nie możemy kontrolować innych ludzi.

Nie możemy cofnąć czasu.

Nie możemy sprawić, aby życie zawsze wyglądało tak, jak sobie zaplanowaliśmy.


Możemy jednak zdecydować, kim będziemy wobec tego, co nas spotyka.

I właśnie wtedy Wojownik zaczyna powoli stawać się Mistrzem.


Nie dlatego, że pokonał wszystkie potwory.

Tylko dlatego, że przestał potrzebować walki, aby wiedzieć, kim jest.



Penelopa, która nie przestaje tkać swojego życia


I tutaj pojawia się Penelopa.

Dla mnie jest ona symbolem tej części nas, która potrafi pozostać wierna temu,

co naprawdę ważne, nawet kiedy życie zmusza nas do czekania.


Penelopa nie siedzi bezczynnie. Ona cały czas tka, pruje i znowu tka czekając na powrót męża. Każdego dnia wykonuje swoją pracę, choć nie wie, kiedy zakończy się podróż Odyseusza.


Możemy zobaczyć w niej tę część siebie, która potrafi być cierpliwa,

obecna i wierna własnym wartościom.

Ale jej siła nie polega na tym, że czeka na kogoś, kto ma ją ocalić.

Jej siła polega na tym, że podczas czekania nie przestaje być sobą.


Ona cały czas ufa sobie.


I może właśnie dlatego Odyseusz i Penelopa są dla mnie dwiema stronami jednej historii.


Odyseusz symbolizuje działanie, decyzję, ruch i odwagę wyruszenia w drogę.

Penelopa symbolizuje obecność, zaufanie, cierpliwość i umiejętność pozostania przy sobie.


Potrzebujemy obu tych jakości.

Potrzebujemy działania i obecności.

Rozumu i intuicji.

Woli i zaufania.

Ruchu i trwania.

Wojownika i Królowej.


To właśnie może być nasze wewnętrzne hieros gamos — święte małżeństwo przeciwieństw.


Nie chodzi w nim o to, aby jedno pokonało drugie.

Chodzi o to, aby nauczyć się żyć w ich jedności.



Powrót do Domu


Może więc Ithaka wcale nie jest miejscem.

Może jest stanem, w którym człowiek po wielu doświadczeniach przypomina sobie,

kim naprawdę jest.

Nie wraca już do dawnego życia.

Nie wraca też do dawnego siebie.


Wraca do siebie głębszego. Bardziej świadomego. Prawdziwszego.

I dlatego Odyseja może być historią każdego z nas.

Możemy przez lata walczyć z potworami, uciekać przed własnymi lękami, słuchać Syren, wpuszczać do swojego miasta konie trojańskie i próbować kontrolować ocean.


Aż pewnego dnia zrozumiemy, że największą podróżą nie było wcale pokonanie świata.

Była nią podróż do własnego wnętrza.

Do miejsca, w którym nie musimy już nikomu udowadniać, kim jesteśmy.

Do miejsca, w którym potrafimy kochać, ufać i jednocześnie nie opuszczać siebie.

Do miejsca, w którym wiemy, że konsekwencja nie musi oznaczać kary,

a błąd nie musi oznaczać, że jesteśmy źli.


Do miejsca, w którym przestajemy pytać:

„Jak sprawić, żeby życie było takie, jak chcę?”


i zaczynamy pytać:

„Kim chcę być w tym życiu, które właśnie jest?”

„Co to doświadczenie mówi o mnie?”


Może właśnie tam zaczyna się nasza Itaka?

Może właśnie tam zaczyna się prawdziwy Powrót do Domu?


Bo ostatecznie nie chodzi o to, aby morze nigdy więcej nie było wzburzone.

Chodzi o to, abyśmy nawet podczas największej burzy nie opuszczali już siebie.

I może właśnie wtedy Wojownik odkrywa, że całe życie szukał Domu,

który od początku nosił w sobie.


z miłością

Malwina



Komentarze


Chcesz otrzymywać informacje o kolejnych postach, nowych eventach? Zapisz się do bazy Subskrybentek :-)

  • Grey Instagram Icon
  • Grey Facebook Icon
  • Grey Pinterest Icon

© 2026 by Sat Nam Life. Proudly created with Love, Happiness, Gratitude and cup of coffee

bottom of page